no i po niedzieli :) rano zimno , pochmurno i zastanawiałem się gdzie ta dobra pogoda co to ją zapowiadali :D no ale po południu wyszło słońce i odrazu mi sie banan na gębie pojawił :D ubrałem się w kombinezon i dawaj na przejażdżkę na motorze - super sprawa , kocham to :))
córka złapała wirusa :( ma to samo co ja , wymioty :( wirus tzw. grypy żołądkowej - szlag !! obudziła się bidulka o 1 w nocy bo ją zaczęło mulic , zwymiotowała parę razy i przeszło !! ale co się wymęczyła to szkoda gadać :( teraz jest lepiej i mam nadzieje że sie jej to nie wróci , że to tak jak u mnie było jednodniowe i po męczarni :)
o 19 zadzwonił do mnie janek i gada że mam do niego przyjeżdżać bo mu sie wszystko rozpuści hahaha jak sie później okazało to mial dla mnie swojski ser i rybki ( płocie ) pojechałem więc do niego do domu , wchodzę a jego żona mówi że on już jest na bazie w firmie :DD nie dogadaliśmy się przez telefon :DD no więc w samochód i jazda na bazę :)) serek juz się rozmraża - mniammmmmm :DDD a rybki chyba zostawię do smażenia i do octu na święta , będzie jak znalazł - pychotka :DD
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz